Kwadrans akademicki

Pamiętam, że jako studentka z jednej strony go uwielbiałam, a z drugiej był on moim przekleństwem. Gdy czekaliśmy na profesora – wielbiciela niezapowiedzianych „wejściówek” (tzn?) i mijało magiczne 15minut i w końcu z ulgą mogliśmy iść na kawę nie obawiając się żadnych konsekwencji, uważałam to za najlepszy wynalazek ludzkości. Bywało jednak tak, że jechałam spóźniona na zajęcia modląc się, żeby autobus wreszcie przyspieszył zamiast zaliczać każde czerwone światła i gdy wpadałam 16 minut (dosłownie!!) do auli słyszałam „Moja droga Pani już za późno…”. Wówczas wściekałam się niezmiernie.

Dlaczego nagle naszło mnie na wspominanie owego kwadransa?

Czekałam dzisiaj na przyjaciółkę, z którą umówiłam się o 17, akurat udało mi się trochę wcześniej wyjść z pracy i byłam już o 16:55 w naszej ulubionej kawiarni.

Zawsze biorę poprawkę na korki i inne przeszkody, jakie mogą zatrzymać osobę, z którą jestem umówiona. Sama bardzo nie lubię się spóźniać i tego oczekuję również od innych. Wiedząc o tym znajomi nie każą mi zwykle czekać zbyt długo lub dzwonią prosząc o cierpliwość. Dlaczego? Mam taki zwyczaj, że nie czekam dłużej niż 15 minut. Jeśli ktoś na tyle swobodnie podchodzi do naszego spotkania i nie informuje mnie ile jeszcze mam siedzieć przy stoliku zwlekając z zamówieniem, uważam, że nie będzie miał nic, przeciwko jeśli spotkamy się innym razem.

Gdy dobiegała 17:10 wyciągnęłam z torby komórkę i wybrałam numer znajomej. Nie odbierała. O 17:15 zamówiłam sałatkę z łososiem i zabrałam się za oddzwanianie na telefony, których nie mogłam odebrać w ciągu dnia. Gdy pojawiła się o 17:35 twierdząc, że stała w TAKIM korku, ja już kończyłam. Powiedziałam jej, że miło mi ją widzieć, ale zostało mi 10 minut, po czym muszę jechać na jogę. Gdyby pojawiła się punktualnie – wówczas mogłybyśmy wspólnie zjeść obiad i pogawędzić. Najpierw była lekko zaszokowana, a później z uśmiechem rzuciła „eee to dzisiaj nie pójdziesz na jogę – nic się nie stanie” i usiadła przekonana, że tak właśnie zrobię.

Ponieważ staram się nie rezygnować ze swoich planów jeśli nie jest to naprawdę konieczne, postanowiłam wyjść o wcześniej ustalonej godzinie, tak aby zdążyć na zajęcia. Nie znaczy to, że pokłóciłam się z koleżanką – nic z tych rzeczy. Zawsze jestem bardzo rzeczowa i również tym razem powiedziałam, że chętnie z nią porozmawiam, ale może innym razem uda nam się zgrać terminy.

A Ty jak reagujesz, gdy Twój znajomy się spóźnia? Ile czekasz? Czy warto przekładać swoje plany przez innych?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: