Gdyby tak doba miała 25 godzin!

Czy istnieje sposób, żeby w jednym dniu zmieścić sprzątanie domu, odwiedziny znajomych, korepetycje córki i wizytę u weterynarza z psem? Dzisiaj przekonałam się, że jest to możliwe, ale wierz mi nie było lekko. Dlaczego? Przez brak planu! O ile zawsze staram się mieć przygotowany „harmonogram” dnia i wykonywać wszystko w odpowiedniej kolejności – aby nie tracić bez sensu czasu – tym razem spadło mi na głowę mnóstwo zajęć dosłownie w ostatnim momencie. Ale od początku.
Po nocnej ulewie okazało się, że starsza córka wychodząc wieczorem na imprezę zapomniała zamknąć okna – jej pokój oraz pokój syna obok dosłownie pływały. Zanim zdążyłam zabrać się za sprzątanie powodzi zadzwonił telefon – moim znajomi, poznani kilkanaście lat temu podczas jednego z zagranicznych szkoleń, w jakich miałam przyjemność uczestniczyć na początku swojej kariery zawodowej, przylatują do Warszawy i chętnie mnie odwiedzą (widujemy się średnio dwa razy do roku, dlatego nie pomyślałam nawet o rezygnacji z takiej szansy). No świetnie się zaczyna – pomyślałam i zaczęłam zastanawiać się, co przygotować na kolację i jednocześnie gdzie ja schowałam mopa. Gdy zeszłam na parter wpadłam na syna, który oświadczył mi, że MUSI jechać na 18 na korepetycje na drugą stronę miasta i oczywiście ja mam zostać jego szoferem. Lekko zaszokowana taką ilością informacji, wracałam na piętro z odnalezionym mopem i nagle usłyszałam znane mi dobrze, wywołujące ciarki na plecach dźwięki. To nasz pies – Muffin wymiotował na środku sypialni. Jest fanem mydła o zapachu czekoladowym moich córek i korzystając z otwartych drzwi łazienki – poczęstował się.
Cudownie! Czy może wydarzyć się coś jeszcze? Na szczęście to były wszystkie atrakcje, jakie mnie czekały. Wyobrażasz sobie siebie w tej sytuacji? Totalny chaos, mnóstwo rzeczy do zrobienia a czasu do wieczornego spotkania coraz mniej. Jak sobie poradziłam? Nie zgadniesz! Zostawiłam wszystko tak jak było i zamknęłam się na chwilę w gabinecie. Wyjęłam mój notes i zapisałam kolejno:

• zadzwonić do Marka (mój maż) żeby zawiózł syna na korepetycje na 18:00 i zrobił zakupy na kolację,
• wysłać Magdę (starsza córka) do weterynarza z Muffinem ,
• posprzątać „powódź”,
• przygotować kolację.

Tak też zrobiłam. Chcąc ze wszystkim zdążyć musiałam ustalić hierarchię oraz przekazać część obowiązków innym. Zdążyło Ci się coś podobnego? Jak udało Ci się wybrnąć z trudnej sytuacji „nie-do-ogarnięcia”?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: